W ostatnim czasie polubiliśmy foto-wędrówki po wielu zakątkach Doliny. Tych dawno przeze mnie nie odwiedzanych, tych na nowo odkrywanych, albo tych odmienionych przez ponad 20 lat od ostatniej wizyty. Tym razem zapuściliśmy się w bardzo dzikie miejsce, które co ciekawe - nie należy do żadnego z rezerwatów w Dolinie. Szliśmy wzdłuż rzeki, a z każdym metrem robiło się coraz bardziej dziko. Stanęliśmy w końcu w punkcie, z którego rozpościerał się fenomenalny widok na koryto rzeki oraz drzewa, które zwodowane lata temu przez bobry, zlewały się coraz bardziej z tkanką rzeki, stając się jakby częścią jej krwioobiegu. Pomyśleliśmy sobie, że to będzie genialne miejsce na obserwacje Zimorodków. Nie spodziewaliśmy się kompletnie tych wspaniałych obserwacji, jakie miały mieć już za chwilę miejsce! Jak tylko rozłożyliśmy stanowiska, na gałązce zwalonego drzewa, wystajacej tuż nad taflą wody, usiadł Kowalik!

Prawie krzyknąłem z wrażenia! W takim miejscu! Zawsze widujemy go na korze najpotęzniejszych drzew w lesie. A tutaj? Usiadł niczym zimorodek na cienkiej gałązce!

To był przepiękny widok. W tym samym momencie zaczęły nam przelatywać przed oczami gromadki Pliszek górskich!

Wspaniale zółtych, jednak z tym ciemnoszarym śliniakiem! Pliszka górska! I to na tak leniwie płynącej, że aż prawie stojącej rzece!

Każda z nich lądowała co chwile na brzegu rzeki, lub na pniu zwalonego drzewa, wystającym z rzeki, co tworzyło przecudowny obraz razem z jej odbiciem w lustrze wody.

Wszystko rozgrywało się dosłownie na przestrzeni kilkunastu sekund! Nagle woda jakby zagotowała się... prawie przed naszymi nosami wyłonił się Bóbr!

Piękny! Ogromny! Z masywnymi, żółtymi zębami! Leniwie spojrzał na nas (choć wiemy, że wzrok mają słaby) i odpłynął spokojnie. Za chwilę wrócił, wynurzył się przy dalszym brzegu rzeki zaczął leniwą toaletę, skrupulatnie czyszcząc futerko.


Kiedy nasze szczęki opadły już na ziemię z tej obfitości wspaniałych obserwacji, za naszymi plecami strasznie głośno zaczęły krzyczeć Sójki. Siedzieliśmy zamaskowani w kompletnej dziczy. Dookoła nie zbliżał sie żaden człowiek. Wiedzieliśmy, że zaraz rozegra się jakaś akcja. Nagle zobaczyliśmy nad nami pędzącego Dzięcioła dużego... a za nim Jastrzębia, za którym pędził kolejny Jastrząb... za ktorym pędziły trzy Sójki! Dzięcioł duży usiadł na najbardziej wyeksponowanej, najwyższej gałęzi drzewa.

Jastrząb jeszcze próbował w niego wycelować, ale Sójki pogoniły go. W pewnym momencie oba Jastrzębie dokładnie nad nami zaczęły się kotłować w locie, chwytając się pazurami.... Po chwili przyleciał Dzięcioł czarny, który usiadł na tym samym drzewie co duży.

Jastrzębie ruszyly w jego stronę, ale ten, niezbyt nimi przejęty, spokojnie odleciał. Jastrzębie usiadły na drzewie dokładnie nad nami i zaczęły się przekamarzać.

Wszystko działo się tak blisko, że nasze obiektywy o długich ogniskowych kompletnie nie były w stanie uchwycić tej sytuacji. Po bardzo długiej zasiadce Zimorodek ostatecznie raz przeleciał nam przed nosem, nie udało nam się go uchwycić, ale to, czego byliśmy świadkami pozostanie bardzo długo w naszej pamięci!


